|
środa, 21 kwietnia 2010 08:59 |
|
Zgorzelcu pachniało dogrywką, ale Piotr Stelmach nie trafił z dystansu w ostatniej akcji i PGE Turów wygrał z Kotwicą Kołobrzeg 83:80. W rywalizacji do dwóch zwycięstw zgorzelczanie prowadzą po pierwszym meczu 1:0. Drugie spotkanie odbędzie się w czwartek w Kołobrzegu. Spotkanie w Zgorzelcu miało dwa oblicza. Po pierwszej połowie wydawało się, że PGE Turów odniesie pewne zwycięstwo. - Graliśmy wtedy dobrze w obronie. Kotwica miała trafioną tylko jedną trójkę - potwierdził trener gospodarzy Andrej Urlep. Zgorzelczanie dobrze bronili, ale ich skuteczność także pozostawiała sporo do życzenia. - W pierwszej kwarcie daliśmy narzucić rywalom ich styl. Było nam ciężko wejść w mecz. Nie mogliśmy trafić a w obronie spisywaliśmy się słabo - zaznaczył kapitan Kotwicy Piotr Stelmach. Do przerwy gospodarze wygrywali 38:26. Kiedy chwilę po wznowieniu gry z dystansu trafili Konrad Wysocki i Michał Chyliński, a przewaga PGE Turowa wynosiła już kilkanaście punktów wydawało się, że jest po zawodach. - Zawodnicy troszeczkę zwariowali i myśleli, że już jest po meczu. Zamiast wówczas grać mądrze każdy kto dostał piłkę chciał zdobywać punkty. To pozwoliło Kotwicy wrócić do gry. Goście trafili wówczas 11 trójek. Mieli świetny procent skuteczności. To było coś niesamowitego - podkreślił trener miejscowych Andrej Urlep. Za sprawą Adama Harringtona, charyzmatycznego Omni Smitha, Darrella Harrisa, Łukasza Wichniarza i Piotra Stemacha goście najpierw zdołali doprowadzić do remisu, a następnie odzyskać prowadzenie (71:68) z początku meczu. - W końcówce meczu była niesamowita walka - zaznaczył trener Urlep. W niej więcej zimnej krwi zachowali gracze ze Zgorzelca i to oni ostatecznie wygrali 83:80. - Po rozmowie w szatni wszystkie elementy zafunkcjonowały. Podwajaliśmy Michaela Wrighta, była aktywna pomoc. Dzięki temu udało nam się kilka piłek przechwycić i utrudnić rywalowi rzut. Zagraliśmy również w drugiej połowie drużynowo. W pierwszej części mieliśmy jedną asystę, po przerwie znacznie więcej. Szkoda, że nie zagraliśmy tak od początku meczu - przyznał na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Kotwicy Paweł Blechacz. Kołobrzeżanie mieli nawet szansę doprowadzić do dogrywki, ale Piotr Stelmach z trudnej pozycji nie trafił z dystansu. - Mieliśmy swoją szansę, ale niestety jej nie wykorzystaliśmy. W trzeciej kwarcie była lepsza komunikacja w obronie i w ataku. Dogoniliśmy Turów, ale zabrakło nam być może sił - podkreślił kapitan Kotwicy. - Uważam, ze mecz był bardzo dobry. Mieliśmy długą przerwę w grze, a to nie wpływa korzystnie na zespół. Goście podobnie jak my chcieli bardzo wygrać - grali bardzo dobrze. Kotwica rzuciła nam trójki ze skutecznością 44 procent. Ten mecz czegoś nas nauczył. Rywale nas doszli i mamy nauczkę, że nie wolno za szybko wierzyć w to, iż mecz jest wygrany. Trzeba walczyć do ostatniej minuty - skomentował gracz PGE Turowa Konrad Wysocki. - Cieszymy się, że prowadzimy w rywalizacji i w czwartek jedziemy do Kołobrzegu po kolejne zwycięstwo - zakończył trener PGE Turowa Andrej Urlep. Źródło PLK.PL
|